„Dobrze wychowani są już starzy wyjadacze…”

Źródło: TS Wisła
Data publikacji: 13 lutego 2018

Zachęcamy do lektury wywiadu z trenerem rewelacyjnych w tym sezonie koszykarzy Piotrem Piecuchem.

Na początek nie mogę nie pogratulować trenerowi zdecydowanie najlepszej formy Wawelskich Smoków od lat. Jaka jest przyczyna aż tak dobrej dyspozycji naszych koszykarzy?

Praca i atmosfera. To dwa słowa klucze jeśli chodzi o to jak w tym sezonie prezentuje się mój zespół. Nikogo nie muszę poganiać i mobilizować na treningach i meczach, a to dla trenera wielki komfort w jego pracy. Dodatkowo chłopcy tworzą zgrany i lubiący się kolektyw nie tylko na boisku, ale również poza nim i to jest chyba kluczowy czynnik wpływający na to, że gramy dobrze, a przede wszystkim wygrywamy mecze i to takie w których przez długi okres ich trwania nic na to nie wskazuje. Właśnie wtedy pokazują, że są już prawdziwą drużyną, która walczy do samego końca.

Do tej pory celem zespołu Wisły było utrzymanie się na poziomie drugiej ligi. Takie zresztą było Twoje zadanie, kiedy przejmowałeś zespół przed dwoma laty. Teraz wyniki są zdecydowanie lepsze. Jaka więc  pozycja w tabeli będzie satysfakcjonowała zespół na koniec rozgrywek?

Chcemy być w ósemce i jesteśmy tego już bardzo blisko. Po dwóch sezonach, kiedy to walczyliśmy o ligowy byt, zespół okrzepł, nabrał doświadczenia a przede wszystkim po długotrwałych kontuzjach powrócili do swojej dyspozycji nasi wychowankowie Janek Rerak i Michał Chrabota. Obydwaj reprezentowali Polskę w mistrzostwach Europy do lat 16 jako kadeci. Ósemka oznacza grę play off i wiem, że chłopcy bardzo chcą się sprawdzić na tym etapie rozgrywek. To już zupełnie inne granie, dochodzi dużo większa presja a zespół, który przegrywa dwa mecze serii kończy sezon. Sam jestem ciekawy jak to będzie wyglądać, ale zanim tam będziemy musimy coś jeszcze wygrać, a w chwili kiedy rozmawiamy mam szpital w zespole i na mecze z Jaworznem i Bielskiem wyłączeni są z powodu chorób Michał Chrabota,  Marcin Siwak,  Jan Modzyniewicz i Jakub  Natkaniec.

Filarami zespołu Wawelskich Smoków są teraz między innymi tacy koszykarze jak Jakub Żaczek, który rozegrał do tej pory najwięcej minut. Jego i kilku jego kolegów pamiętasz jeszcze z zespołu, który zacząłeś trenować na początku 2016 roku. Już wtedy wspominałeś, że drużynę chciałbyś budować wokół właśnie Kuby. Jakie cechy powinien mieć według Ciebie lider zespołu?

Lider zespołu to ktoś, kto potrafi w trudnym momencie dać impuls i zmotywować drużynę do walki niezależnie od tego, jak trudna jest sytuacja i Kuba już to potrafi. Jest liderem, ale jeśli jeszcze w poprzednim sezonie od jego dyspozycji zależało czy uda nam się wygrać czy nie, tak w obecnych rozgrywkach każdy z moich zawodników wnosi bardzo wiele pozytywnego do gry drużyny. Chłopcy wiedzą, że każdy z nich czuje się mocny w którymś elemencie koszykarskiego rzemiosła i właśnie to starają się robić jak najlepiej, co w rezultacie sprawia, że gra i wyniki zespołu jako całość są dużo lepsze.

Najskuteczniejszy zawodnik Wawelskich Smoków Kamil Czajkowski łączy grę w pierwszej drużynie z prowadzeniem piętnastoletnich kadetów. Czy jako trener odnoszący sukcesy z młodzieżą udzielasz mu jakichś rad, czy spokojnie obserwujesz jego pracę?

Kamil bardzo poważnie podchodzi do nowej roli i stara się jak najlepiej wykorzystać szansę jaka się przed nim otworzyła. Praca w Wiśle to zaszczyt i wysokie wymagania co do poziomu warsztatu trenerskiego. Nie tylko zresztą Kamil bo i Kuba Natkaniec rozpoczął przygodę z trenerką i jak tak patrzę z boku to jestem zadowolony z tego jak podchodzą do swoich obowiązków. Nie oszukujmy się, żeby być trenerem młodzieży trzeba mieć w sobie pasję i ja tę pasję u nich widzę, to klucz do tego żeby robić dobrą robotę i osiągać sukcesy.  Pytają mnie czasem o sprawy szkoleniowe i zawsze chętnie służę pomocą, z drugiej strony nie wtrącam się do tego w jaki sposób prowadzą swoje zespoły i jak układają sobie relacje z podopiecznymi. Muszą popełniać błędy i na nich się uczyć i tak będzie przez cały czas trwania ich kariery trenerskiej.  Cieszę się bardzo, że chcą to robić i fascynuje  ich praca z dziećmi, przecież Piecuch żył wiecznie nie będzie i już całkiem niedługo być może właśnie jeden z tych dwóch trenerów weźmie na swoje barki odpowiedzialność za sekcję. Czas biegnie szybko, za szybko, ale w młodości siła. Mogę tylko ich dopingować oraz pomóc zostać dobrymi szkoleniowcami i tak też będzie.

Ostatnie dobre wyniki z pewnością dodały zespołowi sporej pewności siebie. Czy stosujesz jakieś dodatkowe techniki motywacyjne w pracy z zespołem?

Nie ukrywam, że podpatruję metody pracy innych trenerów, korzystam z materiałów z konferencji, Internetu, ale uważam, że nie jest wstydem podejść nawet do często młodszego kolegi trenera i zapytać o coś czego nie wiesz. Dobrze mi się układa współpraca z trenerem Rafałem Knapem oraz Wojtkiem Bychawskim. Są otwarci na dyskusję i posiadają naprawdę duży zasób wiedzy. Warto też rozmawiać z ludźmi, którzy są życzliwi naszej drużynie, choć bardzo często nie mają nic wspólnego z koszykówką w sensie wiedzy o taktyce i specyfice treningu. Są związani z nami bo grają tu ich dzieci, znajomi, są też kibicami  i to właśnie często ich perspektywa i opinia zmusza mnie do zastanowienia  się i refleksji, że można na pewne aspekty popatrzeć inaczej i wykorzystać to w pracy szkoleniowej. Mam na myśli przede wszystkim sferę relacji interpersonalnych oraz rzeczy, które śmiało można nazwać psychologią sportu. Nie z wszystkich tych uwag i opinii korzystam, ale za wszystkie z tego miejsca dziękuję. Bardzo mi pomogły i pomagają.

Twoim współpracownikiem i kierownikiem drużyny jest były koszykarz Wisły Szymon Czepiec, który zresztą pełnił w ekipie Wawelskich Smoków funkcję kapitana. Jaki wpływ na zespół ma obecność byłego zawodnika, który jeszcze niedawno sam biegał po parkiecie, a także trenował i grał z niektórymi zawodnikami?

Szymon to Wiślak z krwi i kości, bardzo dobry zawodnik, który teraz po zakończeniu kariery pracuje w sekcji żeńskiej z młodzieżą i pomaga mi jako asystent przy pierwszym zespole. Jest niewiele starszy od chłopaków, no nie, jednak trochę jest bo trzydziestka stuknęła, ale ma dobry kontakt z zespołem i naprawdę sporą już wiedzę o koszykówce, którą cały czas stara się poszerzać. Potrafi ją sprzedać, opowiedzieć o tym, jak zachować się na boisku i wiem, że zawodnicy którzy słuchają jego podpowiedzi dobrze na tym wychodzą. Robi świetne treningi z wysokimi i często prowadzi sporą część jednostki treningowej. Ufam mu i bardzo dobrze mi się z nim współpracuje. Uważam, że asystent stojący i podpierający ścianę to marnowanie czasu przez Niego a z mojej strony brak szacunku. Ma zadatki na dobrego trenera.

Kiedy rozmawialiśmy dwa lata temu, zapytałem Cie o Twoje poczucie humoru. Powiedziałeś, że to szalenie ważne, bo można rozładować napięcie i pomóc zespołowi w sytuacjach stresowych. Patrząc na ostatnie wyniki zespołu chyba opowiadasz im cały czas dowcipy.

Właśnie wyobraź sobie, że nie. Oczywiście sypnę jakimś dowcipem z którego chłopaki szczerze się śmieją, ale tez zdarzy się suchar a wtedy udają tylko, że im się podoba (śmiech). Dobrze wychowani są już starzy wyjadacze. Z drugiej strony tez potrafią rzucić taki dowcip lub tekst, że nawet mi staremu trenerowi, który z nie jednego pieca chleb jadł buty z wrażenia spadają. Ważne, żeby wiedzieć, że jest czas na pracę i czas na trochę luzu i śmiechu. To buduje atmosferę.

Jaki wpływ na aktualne wyniki zespołu ma fakt, że większość koszykarzy to zawodnicy de facto wychowani przy Reymonta?

Osobiście uważam, że tu pojawia się trzecie ważne, bardzo ważne słowo w kontekście Twojego pytania o dobre wyniki tego zespołu. WYCHOWANKOWIE !!! Nikt nie da tyle serca na parkiecie co zawodnik, który jest związany z klubem emocjonalnie i wychował się w nim od dziecka.  Znają się, szanują, lubią i uwielbiają ze sobą grać i trenować. Ta atmosfera udzieliła się chłopakom, którzy nie są wychowankami, ale rozumieją, że to właściwa droga do osiągnięcia sukcesu. Oprócz zawodników są również ich rodzice, równie mocno związani z klubem i sekcją. To wielki potencjał, którego nie można zmarnować.

Powiedziałeś kiedyś, że chciałbyś tylko aby dopisało Ci zdrowie, a wtedy będziesz mógł pracować tu kolejne dwadzieścia lat. Nic nie zmieniło się w tej sprawie?

Za dwadzieścia lat będę ich miał 65 więc choć bardzo bym chciał zdaję sobie sprawę, że nic nie trwa wiecznie. Kariera, życie, zdrowie zawsze kiedyś się skończą. Chciałbym odchodząc z klubu zostawić sekcję młodszym kolegom trenerom w bardzo dobrej kondycji finansowej z mnóstwem dzieciaków biegających za piłka do koszykówki i mieć możliwość jeszcze przez kilka lat obserwować i pomagać już w innej roli w jej dalszym rozwoju. Ale tak, teraz chcę żeby dopisywało zdrowie – z wszystkim innym można sobie poradzić.

Ostatnie słowo należy do Ciebie.

Stworzyła się naprawdę spora szansa na to, żeby męska koszykówka znowu stała się jedną z wiodących sekcji w klubie. Przychylna atmosfera ze strony klubu, Stowarzyszenie Sympatyków Wawelskich Smoków, które niedawno powstało, młody perspektywiczny pierwszy zespół z dobrymi wynikami, utalentowana młodzież w młodszych kategoriach wiekowych- to potencjał, którego nie można zmarnować. Potrzebujemy tylko znaleźć ludzi dobrej woli, którzy zechcą nam pomóc. Choć nie jest dobrze jeśli chodzi o finanse, to zawsze mówię, że nigdy nie należy tracić nadziei, trzeba walczyć i wierzyć, że w końcu uda się osiągnąć cel. Pokazali to chłopcy z drugoligowego zespołu. Od przepaści i widma spadku w tamtym sezonie do play off i walkę o pierwszą ligę w sezonie obecnym. Wszystkim, którzy zechcą nam pomóc będziemy dozgonnie wdzięczni. Dołączcie do NAS – zostańcie częścią koszykarskiej rodziny.