Grzegórzecki „Messu”

Źródło: TS Wisła
Data publikacji: 21 stycznia 2019

Dzisiaj mija dwadzieścia osiem lat od śmierci jednego z najwybitniejszych piłkarzy w historii Naszego Klubu. Dwudziestego pierwszego stycznia 1991 roku odszedł od nas Mieczysław Gracz.

Był piłkarzem z pokolenia Kolumbów. Tak ludzi urodzonych w okolicach początków lat dwudziestych minionego stulecia nazywał Roman Bratny. Najlepsze lata życia zabrała im wojna i okupacja, jednak wielu z nich dożyło swych dni z głową podniesioną do góry. Takim właśnie człowiekiem był Mieczysław Gracz.

Mało brakło a „Messu” trafiłby do Cracovii. To właśnie tam chłopcy z Grzegórzek w tym Gracz i jego wierny kompan Władysław Giergiel skierowali swoje pierwsze kroki. Na miejscu jednak przepędził ich miejscowy szatniarz, a na szczęście dla Białej Gwiazdy Pan Mieczysław postanowił przebyć krakowskie Błonia i tak znalazł się przy Reymonta. Miał wtedy czternaście lat…

Zadebiutował mając lat szesnaście w krakowskich derbach. Jednakże pierwszego meczu w barwach Wisły z pewnością nie mógł on zaliczyć do udanych. Biała Gwiazda przegrała Świętą Wojnę aż 0-5. Stało się to ósmego września 1935 roku. „Messu” w tamtym okresie terminował także w zespole juniorów Wisły. Z tą właśnie drużyną zdobył mistrzostwo Polski w 1936 roku. Biała Gwiazda podczas odbywającego się w wielkopolskim Sierakowie pierwszego w historii polskiej piłki turnieju o juniorski czempionat zostawiła w pobitym polu Wartę Poznań i HKS Szopienice. Rok później w Kozienicach młodzi piłkarze z Reymonta powtórzyli swój wyczyn, ale osiemnastoletni Gracz był już zawodnikiem pierwszej drużyny.

Grał na pozycji prawego łącznika ataku w ustawieniu 1-2-3-5. Jego pozycja w zespole rosła, gdyż sam Gracz potrafił przekuć swoją dobrą dyspozycję na wyniki drużyny. Tak było na przykład podczas wakacji Anno Domini 1938 w Warszawie…

Wisła grała wtedy dwukrotnie w stolicy. Najpierw trzeciego lipca w deszczową niedzielę zmierzyła się przy Konwiktorskiej z Polonią. Biała Gwiazda przegrywała już 0-2 w 60 minucie meczu. Sto dwadzieścia sekund później Wisła złapała „kontakt” za sprawą trafienia Artura Woźniaka. W 83 minucie strzałem z rzutu wolnego wyrównał Bolesław Habowski, a decydujący o zwycięstwie gol autorstwa Gracza padł w 86 minucie.

Podobny przebieg miał mecz, który rozegrano w niedzielę dwudziestego pierwszego sierpnia 1938 roku na Stadionie Wojska Polskiego. Przeciwnikiem piłkarzy z Reymonta była Warszawianka. Po niespełna kwadransie Wisła przegrywała różnicą dwóch goli. Na dwie minuty przed przerwą gola zdobył Artur Woźniak, ten sam futbolista wyrównał stan meczu w 54 minucie. Gracz zdobył zwycięską bramkę na 3-2 pięć minut później. Jak wspomina w swoich pamiętnikach Jerzy Jurowicz „Messu” został po tym spotkaniu zniesiony na rękach do szatni przez swoich kolegów. Obydwa warszawskie pojedynki prasa okrzyknęła mianem „husarskich kawałów”.

Podczas wojny Gracz aktywnie uczestniczył w konspiracyjnych mistrzostwach Krakowa. Zaliczył nawet dyskwalifikację podczas derbów rozgrywanych siedemnastego października 1943 roku. Mecz pomiędzy Wisłą i Cracovią rozegrano na boisku Garbarni w obecności dziesięciu tysięcy widzów. Nie dokończono jednak tego pojedynku, gdyż Gracz na skutek niezadowolenia z decyzji arbitra, który dla lokalnej rywali podyktował rzut karny kopnął go. Jego koledzy opuścili plac gry w geście solidarności, a na trybunach rozpoczęła się awantura, która przeniosła się aż na Rynek Podgórski. Na chwilę wszyscy zapomnieli, że w Krakowie trwa okupacja…

Po wojnie wreszcie doczekał się triumfów w piłce seniorskiej. Dwukrotnie zdobywał z Wisłą mistrzostwo Polski (1949 i 1950) a także mistrzostwo ligi w 1951 roku. Ostatnie spotkanie w barwach Wisły zaliczył piętnastego sierpnia 1953 roku, kiedy Biała Gwiazda przegrała na własnym stadionie z Wawelem Kraków 1-2.

W ekstraklasie Mieczysław Gracz rozegrał 139 meczów i zdobył 88 goli. W barwach reprezentacji narodowej dwadzieścia dwa razy zakładał koszulkę z Białym Orłem.

Po zakończeniu kariery piłkarskiej pracował jako trener, trzykrotnie prowadząc Białą Gwiazdę. Jak wspominają jego podopieczni był ciepły, serdeczny i de facto swoim zawodnikom ojcował. Zdobył z Wisłą Puchar Polski w 1967 roku i jako pierwszy szkoleniowiec poprowadził Wisłę w europejskich pucharach.