6 maja 2010
Szesnaście czerwonych róż
"Za siedem zmierzchów, siedem czerwonych róż/ za siedem świtów, siedem czerwonych róż/ za słońca blask, szczęście co płonie w nas…" - brzmią słowa zapomnianej piosenki sprzed lat. Za bardzo dobry sezon, za blask rozwijających się talentów, za kolejny dowód, że to właśnie zdolności, wraz z determinacją i poświęceniem, najbardziej liczą się w sporcie – siatkarkom Wisły AGH należą się bukiety kwiatów.
Uroda i wdzięk wiślaczek upodabniają je do róż. I jak róże mają kolce; wystarczy spojrzeć na ich zadziorność na parkiecie. W podsumowaniu minionych, halowych rozgrywek po kwiatku…
Czerwona róża dla Agaty Bartuzi, środkowej. Spokojna i nieinwazyjna, pokrywająca troski i radości miłym, delikatnym uśmiechem. W pierwszej części sezonu zaliczyła kilka udanych występów, a w drugiej – parę pożytecznych zmian. Ma spore rezerwy wynikające choćby z warunków fizycznych. Ich wydobycie wymaga sporego wysiłku, ale tego na pewno się nie boi, co pokazuje w nauce. Świetnie zdana matura z matematyki zaowocowała bezproblemową promocją na studia z zarządzania, na których też na ogół radzi sobie dobrze.
Sylwetka Agaty Bartuzi
Czerwona róża dla Gabrieli Gasidło, skrzydłowej. Kopalnia anegdot o dziecięcych i szkolnych przygodach: niekiedy kuriozalnych, czasem strasznych, ale zawsze bardzo śmiesznych. Góralką jest raczej „niskopienną” (pochodzi z miejscowości położonej w Beskidzie Małym), ale cechuje ją - charakterystyczna dla tej nacji - twardość charakteru wysokiej próby. Poddawanie się przeciwnościom i zbyt długie zwlekanie z podniesieniem się po niepowodzeniach nie leży w jej naturze.
Minęły już lata (choć dopiero w gimnazjum), kiedy konflikty rozwiązywała za pomocą pięści, lecz ciągle pozostaje wielbicielką męskiego stylu, przede wszystkim na siatkarskim parkiecie. Kompletnie nie licuje to z jej wyglądem, za to – dzięki skoczności, dynamice i sile ciosu – jest jedną z najbardziej widowiskowych zawodniczek ligi.
Sylwetka Gabrieli Gasidło
Czerwona róża dla Klaudii Janoty, skrzydłowej. Koktajl kontrastów. Subtelna i wrażliwa dziewczyna, która wzrusza się na romantycznych filmach, a na boisku bezlitośnie bombarduje rywalki serwisem i atakiem (co bliska jej osoba kwituje określeniem „harpagon”).
Pierwsze dwa miesiące sezonu rozpoczęła z niesamowitego pułapu, później przeżywała nieuchronne w jej wieku wahania formy. Stać ją na jeszcze wyższą dyspozycję niż minionej jesieni, a kiedy ją na dodatek ustabilizuje – będzie przyprawiać przeciwniczki o traumy, stresy i kompleksy. Czym być może przysporzy sobie pacjentek, bo w przyszłości chciałaby być psychologiem.
Sylwetka Klaudii Janoty
Czerwona róża dla Mariki Janoty, skrzydłowej. To co zrobiła przed rokiem na mistrzostwach Polski juniorek powinno znaleźć się w encyklopedii, jako przykład sportowego znaczenia słowa "joker". Kilka razy doskonale zagrała też tę rolę w minionym sezonie. Mogła to być jej specjalność, gdyby nie nękający ją chwilami pech, którego ożeniła ze swoją niefrasobliwością. Jeśli uda się jej omijać obydwa zjawiska, na stałe nada dubeltowy sens słowu zmienniczka (jako zmieniająca koleżankę i wynik).
Jest jedyną w zespole, która na co dzień prowadzi samochód. I robi ciągłe postępy, a ich miarą jest fakt, że coraz mniej boi się z nią jeździć własna siostra.
Sylwetka Mariki Janoty
Czerwona róża dla Kingi Kozyry, libero. Niezwykle otwarta i kontaktowa. Dołączyła do zespołu dopiero we wrześniu ubiegłego roku, ale błyskawicznie nawiązała kumpelskie relacje ze wszystkimi zawodniczkami.
Dużo grała tylko w juniorkach, a kartę drugoligowca wyrobiła sobie w niezapomnianym spotkaniu w Krzeszowicach. Zielona jak groszek w strączku, bez prawie żadnych doświadczeń w poważnej halowej siatkówce, musiała pełnić rolę podstawowej libero. Nie mogła liczyć na wsparcie koleżanek, bo one same go potrzebowały, słaniając się w chorobie po parkiecie. Wytrzymała jednak presję, czym wniosła niebagatelny wkład do zwycięstwa. Pomógł jej w tym fakt, że rzeczywistość traktuje na dużym luzie, co niekiedy bywa przeszkodą – choćby w poczynieniu większych postępów.
Sylwetka Kingi Kozyry
Czerwona róża dla Joanny Mokrzyckiej, rozgrywającej. Pogodna i bezkonfliktowa, o sporych, nie do końca jeszcze wykorzystanych, możliwościach. I rozczulająco wręcz roztargniona, także na parkiecie.
Trudno wyróżnić się autoironią w grupie dziewczyn, które dysponują tą cechą w stopniu ponadprzeciętnym, ale jej się udaje. Gdy jesienią tworzono listę drużynowych dolegliwości zdrowotnych, Asia spytała: „Ja mam duże problemy z głową i myśleniem, czy dałoby się to wyleczyć?”. Medycyna była bezsilna, więc zaczęła powoli radzić sobie sama. W księdze klubowych anegdot na zawsze jednak pozostaną historie z wcześniejszych sezonów, kiedy to kiwała lub blokowała będąc w drugiej linii, a nie spodziewający się takiej bezczelności sędziowie zaliczali jej punkty (orientowali się w sytuacji i zmieniali decyzję, dopiero widząc pokładające się ze śmiechu pozostałe wiślaczki).
Sylwetka Joanny Mokrzyckiej
Czerwona róża dla Aleksandry Nowak, rozgrywającej. W kilku ważnych spotkaniach poprowadziła drużynę do zwycięstwa, częściej bywała dublerką. Jej przeznaczeniem jednak może być diametralnie odmienna funkcja. Już teraz na treningach wiąże nogi środkowym po drugiej stronie siatki, ale nie zawsze dokładne piłki otrzymują partnerki. Czeka ją wytężona praca nad techniką odbicia, ale jeśli się powiedzie i palce udźwigną ładunek jej fantazji – ma szansę stać się jedną z najbardziej finezyjnych i nieszablonowych rozgrywających w kraju.
Cokolwiek się zdarzy, zapewne przyjmie to z uśmiechem. Wszak słusznie, powszechnie i od lat nazywana jest „Bananem”.
Sylwetka Aleksandry Nowak
Czerwona róża dla Anity Olszonowicz, skrzydłowej. Bardzo inteligentna, czego przejawem jest m.in. jej zgryźliwe nieco poczucie humoru. Kiedyś – jak zwykle z refleksem – tak podsumowała jedną z koleżanek: „Nie była chora, ale poddała się presji otoczenia. Uznała, że skoro wszyscy dookoła cierpią, to ona też musi trochę ponarzekać i pojęczeć dla towarzystwa”.
W lidze była wykorzystywana rzadziej, została za to podporą reprezentacji AGH w rozgrywkach akademickich. Wydatniejsze spożytkowanie warunków fizycznych, siły i atutu leworęczności może jej przynieść w przyszłości dużo satysfakcji na parkiecie.
Ma również spore zasługi dla zawartości tej strony internetowej.
Sylwetka Anity Olszonowicz
Czerwona róża dla Pauliny Opalińskiej, skrzydłowej. Odległość większa niż Kraków od Bielska-Białej dzieli ją od chwili, kiedy Zbigniew Krzyżanowski charakteryzował: „Spontaniczna, emocjonalna, podchodzi na luzie do rzeczywistości”. Dzisiaj Paulina z powagą traktuje życiowe role żony i szkolnej nauczycielki.
Przez większość sezonu jej jedynym partnerem treningowym był fizjoterapeuta, Adrian Maziarz, pomagający w przywracaniu sprawności pokiereszowanego kolana. Rehabilitacja się powiodła, lecz nie udało się jej zdążyć z formą na finisz sezonu. Wykonana praca powinna jednak zaprocentować w przyszłości, z czego korzyść może mieć i Paulina, i siatkówka.
Sylwetka Pauliny Opalińskiej
Czerwona róża dla Katarzyny Rerak, środkowej. Zasadnicza sprzeczność polega na tym, że rok wcześniej poszła do szkoły, przez co w wieku 18 lat została maturzystką, siatkówkę natomiast zaczęła trenować dopiero w 2007 roku, po przyjeździe do krakowskiego liceum. Nic jednak straconego, bo wzrost i dotychczasowe osiągnięcia wskazują, że Kasia może być jedną z tych zawodniczek, które postępy robiły bardzo długo, prawie do trzydziestki. U niej będzie to zapewne przebiegać w spokojny sposób: sprawia wrażenie, że gdyby polecono jej zdenerwować się – nie wiedziałaby, jak to się robi.
Sylwetka Katarzyny Rerak
Czerwona róża dla Sabiny Rusinek, środkowej. Nieprzypadkowo zwycięski, ligowy pochód Wisły AGH zaczął się od jej powrotu po kontuzji. Dusza drużyny. Dobra, choć rogata – o czym przekonało się kilka osób ostro potraktowanych, bądź obdarzonych - rezerwowanym na szczególne okazje - spojrzeniem, przy którym boją się nawet niewinni.
Z olbrzymią ambicją i solidnością podchodzi do wszystkich dziedzin życia. Słowo „rzemieślnik” ma w sporcie odcień pejoratywny, lecz do niej bardziej pasuje sentencja z pewnej amerykańskiej powieści: „rzemiosło to praca wykonywana z miłością”. W kategoriach młodzieżowych były środkowe bardziej od niej utalentowane, ale większość została już w tyle, albo w ogóle zrezygnowała z wyczynowej siatkówki. Natomiast Sabina – dzięki zaangażowaniu i pracowitości – krok po kroku idzie do góry, a spora ilość stopni oraz sukcesów jeszcze przed nią.
Sylwetka Sabiny Rusinek
Czerwona róża dla Julii Sapalskiej, skrzydłowej. „Stachanowiec Towarzystwa Sportowego Wisła Kraków” – taki order zawiśnie na piersi Julki, kiedy tylko władze klubu zdecydują się go ustanowić. Była członkinią aż czterech drużyn: drugo- i trzecioligowej, juniorek oraz kadetek. Nie wystąpiła w tej pierwszej, ale ćwiczyła we wszystkich, na dodatek uczestnicząc również w zajęciach siatkarskich macierzystego gimnazjum sportowego. Ma dopiero 15 lat, ale niezłe już osiągnięcia. Ciągle jeszcze rośnie i tak samo mogą rosnąć jej umiejętności. Ochoty do pracy nie powinno jej zabraknąć, skoro długo uprawiała tak katorżnicze dyscypliny, jak gimnastyka i pływanie.
Sylwetka Julii Sapalskiej
Czerwona róża dla Pauliny Stojek, skrzydłowej. Gdybyście kiedyś usłyszeli sensacyjną wiadomość, że tygrys w zoo pożarł dziewczynę, która ciągnęła go za wąsy, to będzie znaczyło, że Pałcia „przegięła” po raz ostatni. Ciągle zwiększa się jednak nadzieja, że tak się nie zdarzy: wprawdzie wciąż niewiele rzeczy, zjawisk i osób wzbudza w niej lęk (co stanowi jej niebagatelny atut zwłaszcza w siatkówce), ale coraz rzadziej prowokuje. Sukcesywnie pozbywa się też cech i nawyków, które jednych irytowały i drażniły, a u innych wywoływały pianę na ustach (albo wąsach).
Pomogła jej w tym również funkcja kapitana, którą traktowała bardzo serio i odpowiedzialnie, nie tylko na boisku, biorąc na siebie ciężar gry. Jedna z faworytek nieistniejącego plebiscytu na MVP minionego sezonu w grupie IV.
Sylwetka Pauliny Stojek
Czerwona róża dla Natalii Środy, środkowej. Gdyby przeprowadzić w zespole ranking na największy, indywidualny postęp w wybranym elemencie, otrzymałaby bezapelacyjną Grand Prix za zagrywkę. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu bywało, że trafiała nią nawet w boczną ścianę sali, ale przez ostatni rok, z dużym powodzeniem, ostrzeliwała już tylko rywalki. Od dawna cierpi na poważne dolegliwości pleców. Z godnym podziwu samozaparciem lekceważy ból, co chyba weszło jej w krew, bo zdarza się, że podobnie traktuje niektóre pozasportowe kwestie…
Sylwetka Natalii Środy
Czerwona róża dla Karoliny Tokarczyk, libero. Kiedy kilka tygodni po jej przejściu do Wisły, okazało się, że póki co będzie jedyną zawodniczką urodzoną w latach 80., z dużym autentyzmem westchnęła: „Jejku, jaka ja już jestem stara”. Twierdzenia nie dało się utrzymać choćby w konfrontacji z powierzchownością 21-letniej wtedy Karoliny, przeczyły mu też przykłady jej figlarnego poczucia humoru, ale z drugiej strony – posiada największy w drużynie zasób rozwagi i zdrowego rozsądku.
Niepowodzeniami, które mocno przeżywała, zapłaciła najwyższą ze świeżo upieczonych wiślaczek cenę aklimatyzacji w nowym mieście i środowisku, ale jako rekompensatę otrzymała też wiele dobrych występów. Plus kilka doskonałych, obrazujących rzeczywistą skalę jej zdolności i rysujących duże perspektywy. Zwłaszcza że na jej korzyść działa charakter i skłonność do wyrzeczeń – dla gry w Wiśle porzuciła dotychczasową, ustabilizowaną egzystencję i odłożyła na rok licencjat z anglistyki.
Sylwetka Karoliny Tokarczyk
Czerwona róża dla Alicji Warchoł, skrzydłowej. Trzy lata temu bez żalu zrezygnowała z pozycji gwiazdy w drużynie z rodzinnej Nowej Dęby, aby w Wiśle stać się jedną z pożytecznych zawodniczek kilkunastoosobowej kadry. W tym sezonie musiała godzić się z olbrzymią rozpiętością nastrojów: od udanych gier w podstawowym składzie do długich postojów w kwadracie rezerwowych. Stale jednak – na „starej” pozycji środkowej – była podporą ekipy juniorek.
Bardzo dobra uczennica, z ambitnymi planami na studia. Zazwyczaj opanowana, często wręcz zdystansowana wobec otoczenia, co akcentuje także wyrazem twarzy. Każdy jednak, kto widział jej ekspresyjną radość po udanych akcjach – zdaje sobie sprawę, że świat nie poznał jeszcze oblicza Ali szalonej.
Sylwetka Alicji Warchoł
* Pomysł tekstu jest świadomym autoplagiatem artykułu o mistrzowskim sezonie siatkarek BKS Bielsko-Biała, który ukazał się w „Tempie”, w maju 2003 r. Obydwa łączy również osoba Pauliny Opalińskiej (wówczas – Olszewskiej). PF
Ostatnie aktualności
- Bokserzy walczyli w Jaworznie i Dębicy
- Mistrzowska oferta Kärcher K 5.2012
- Pięćdziesiąty rekord Stanisława Krokoszyńskiego
- Pomagamy Dawidkowi!
- Wiślaczki trzynaste w mistrzostwach Europy
- Druga porażka, ale nie poddajemy się
- Finałowy falstart futsalowców
- Futsalowcy zagrają o złoto!
- Juniorki zdobyły Ostrawę
- Decydujące starcie futsalowców
- Pląder wygrywa w Siemianowicach
- Sędziowie w rolach głównych
Materiały siatkarskie z lat 2008-2010 udostępnia serwis sportkrakowski.pl.
Mecze i wyniki
- Futsal
- Siatkówka kobiet
- Koszykówka kobiet




