15 grudnia 2010

Stały scenariusz

Nieudany początek, ambitna pogoń, dojście rywali i… I w efekcie porażka – tak niestety wygląda większość ostatnich meczów koszykarzy Wisły AWF. Nie inaczej było dzisiaj. Wawelskie Smoki przegrały we własnej hali z wiceliderem IV grupy II ligi Zniczem Jarosław 59:64.

Pierwsza kwarta, zgodnie ze złą tradycją, przebiegała pod dyktando gości. Owszem, to wiślacy pierwsi trafili (2:0 po rzucie Czepca), w 6. minucie po raz drugi w meczu wyszli na prowadzenie (7:6 po rzucie Krawczyka), lecz potem punktowali prawie wyłącznie jarosławianie. Po dziesięciu minutach było 9:19.

Przez pierwsze dwie minuty drugiej kwarty skuteczność obu zespołów mocno szwankowała. Pierwsi przebudzili się wiślacy, a właściwie Szymon Czepiec. Trafił za trzy, poprawił za dwa, i w 14. minucie było 15:20. Po kolejnych trzech minutach był już remis. Stanisz bardzo ładnie wszedł pod kosz, trafił, a do tego był faulowany. 22:22. Rywale przy wyprowadzaniu piłki faulują. Pająk wykorzystuje dwa wolne. Gramy skutecznie w obronie. Goście popełniają błąd 24 sekund. Pająk trafia spod kosza. 26:22. Niestety, jak się okaże później, jest to najwyższe prowadzenie Wisły w meczu. Znicz odrabia szybko straty. Do przerwy jest 28:29.

Pierwsze dwie minuty trzeciej kwarty były bardzo złe w wykonaniu Wawelskich Smoków. Rywale zwiększyli przewagę do ośmiu punktów, a nasi wydawali się bezradni tak w ataku, jak i obronie. Po trzech minutach przyszło wreszcie przełamanie. Stanisz trafia za trzy. Jest 33:38. Następne 2,5 minuty nie przynoszą punktów żadnej z drużyn. Wreszcie na rzut za trzy decyduje się Radwan. Trafia. Stanisz pięknie wchodzi pod kosz i jest 38:38. Wiślakom nie udaje się jednak wyjść na prowadzenie i przed ostatnią odsłoną przegrywają 43:44. A kibice zastanawiają się, czy w ostatnich dziesięciu minutach regulaminowego czasu gry do kosza jarosławian uda się trafić któremuś z wiślaków grających na pozycjach jeden i dwa. Po trzydziestu minutach ich dorobek zamyka się bowiem mało chlubną liczbą dwóch punktów rzuconych na początku meczu przez Krawczyka.

Po dwóch minutach czwartej kwarty, wydaje się, że wiślacy przełamią wreszcie przeciwników. Po efektownych akcjach Pająka zdobywają cztery punkty z rzędu i wychodzą na prowadzenie 47:44. Kolejne dwie minuty sprowadzają ich jednak na ziemię. Najpierw rywale wykorzystują rzuty wolne. Potem Eliasz-Radzikowski zapisuje na swym koncie faul niesportowy, a goście skrzętnie punktują. Na sześć minut przed końcem jest 47:54. Smoki nie poddają się jednak. Trafiają Pająk, Czepiec. Nerwy puszczają też gościom, którzy także faulują niesportowo. Na niespełna pięć minut przed końcem jest remis 54:54. Po chwili goście odskakują na trzy punkty, lecz Radwan celnym rzutem zza linii 6,75 m doprowadza do remisu. Jest 59:59, a do końca meczu pozostaje minuta i dwadzieścia sekund. Kolejna akcja. Znicz rozgrywa nerwowo i niezbyt dokładnie. Czas akcji dobiega końca. Niestety, rzut rozpaczy jest celny. 59:61. Na 37 sekund przed końcem Radwan nie trafia za trzy i nasza sytuacja staje się beznadziejna. Goście po wykorzystaniu jednego z dwóch wolnych odskakują na trzy punkty. Na szesnaście sekund przed końcem bierzemy czas. Po powrocie na parkiet nasza akcja jest jednak rozegrana bardzo źle. Zamiast próby rzutu trzypunktowego, Radwan nie trafia z półdystansu, goście zbierają i jest praktycznie po meczu. Na kilka sekund przed końcem Musijowski, trafiając dwa razy z wolnych, ustala wynik na 59:64.

Wiślacy ponoszą więc porażkę, której wcale nie musieli ponieść. Po raz kolejny zabrakło im nieco wyrachowania w newralgicznych momentach meczu, może ciut szczęścia. Ale przede wszystkim zabrakło punktów graczy obwodowych. Wspomniane wcześniej dwa punkty Krawczyka okazały się bowiem jedynymi.

Wisła AWF Kraków – Znicz Jarosław 59:64 (9:19, 19:10, 15:15, 16:20)
Punkty dla Wisły zdobyli: Pająk 16, Czepiec 15, Radwan 12, Stanisz 8, Piech 6, Krawczyk 2, Dwernicki 0, Orlicki 0, Eliasz-Radzikowski 0.