15 stycznia 2011
Wawelskie Smoki wygrywają koszykarską bitwę
W spotkaniu 17. kolejki koszykarskiej II ligi, Wawelskie Smoki pokonały po dogrywce ekipę MKS Limblach Limanowa 86-84. Spotkanie było niezwykle zacięte. Dość powiedzieć, że w III kwarcie wiślacy przegrywali już różnicą 19 punktów, a mimo to wygrali.
Mecze Wisły z limanowskim MKS-em to zawsze bardzo zacięte widowiska, w końcu spotykają się dwa bardzo waleczne zespoły. Ale to co działo się tym razem, przeszło chyba najśmielsze oczekiwania kibiców. Tym razem to było nawet coś więcej niż koszykarska bitwa!
A tą lepiej rozpoczęli przyjezdni i choć ich przewaga była nieznaczna, bo dwu-czteropuntowa, to wiślacy od początku zawodów musieli gonić wynik. Po dobrej końcówce I kwarty wydawało się wprawdzie, że padnie ona naszym łupem, bo choć nieźle punktował Łukasz Pająk, a wiślacy seryjnie zaliczali ofensywne zbiórki, to w ostatnich akacjach wiślakom nie udało się trafić do kosza i przegrywaliśmy 15-16.
Kiedy na początku II kwarty dwie udane próby zaliczył Jakub Dwernicki i Wiśle wreszcie udało się wyjść na prowadzenie, a kolejne dwie skuteczne akcje zaliczył też Dariusz Depta - można było z optymizmem czekać na dalsze fragmenty meczu. Niestety okazało się, że przyjezdnym wystarczyła chwila rozprężenia naszej drużyny i od stanu 26-26 sami zdobyli aż 10 punktów z rzędu i pewnie wygrali I połowę spotkania (28-36).
Kłopotów Wisły było jednak zbyt mało, bo początek III kwarty jeszcze wyraźniej zaznaczył się przewagą gości. Dobra gra snajpera Andrzeja Peciaka oraz punkty Sebastiana Salamona pozwoliły odskoczyć najpierw na aż 18 oczek (30-48), a po chwili nawet na 19 (36-55). I tak wysoka przewaga chyba uśpiła graczy z Limanowej. Wiślacy kierowani przez Grzegorza Radwana, przy dobrym punktowaniu Dwernickiego, Tomasza Orlickiego i Dariusza Depty zdobyli sami aż 12 punktów z rzędu (48-55), co niewątpliwie pozwoliło im uwierzyć, że ten mecz naprawdę można wygrać. Tym bardziej, że III kwartę skończyli już tylko z sześciopunktową stratą (51-57).
A że byli na fali, więc po dwóch minutach IV kwarty świetny dziś Depta (pól meczu grał z czterema faulami!) wyprowadził nas na prowadzenie 58-57! I choć goście potrafili zastopować wreszcie serię wiślaków i kolejne fragmenty to gra kosz za kosz, to na cztery minuty przed końcem, po kolejnych punktach Depty, trzypunktowej akcji Dwernickiego oraz kapitalnym przejęciu i trafieniu Orlickiego było 67-62 i teraz to Limblach zmuszony był gonić wynik! Udało się to trójką Piotra Kindlika, ale wiślacy nie stracili ani głowy, ani też nie zamierzali oddać prowadzenia! Mimo to prawdziwy horror był dopiero przed nami!
Wiślacy prowadzili wprawdzie 71-67, ale dwa faule popełnione na Salamonie sprawiły, że z czterech rzutów trafił on trzy punkty i 47 sekund przed końcem było już tylko 71-70. Pewne było też, że przyjezdni faulować będą teraz wiślaków, aby przejąć piłkę. I tak też się działo. Sfaulowany Depta trafił raz, goście swoją okazję jednak zmarnowali i kolejnym sfaulowanym był Szymon Czepiec, który także trafił jednak tylko raz. Prowadziliśmy więc 73-70 i piłka należała do gości, a do końca pozostały już tylko sekundy. Dostał ją najlepszy strzelec gości Peciak i przy próbie rzutu został popchnięty przez Orlickiego... a to dało gościom aż trzy rzuty osobiste! Peciak wykorzystał je bezbłędnie i doprowadził do dogrywki!
Tą o wiele lepiej zaczęli przyjezdni, bo choć osobisty trafił Depta, to dla gości aż dwa razy za trzy trafił Wojciech Rykała. Na dwie i pół minuty przed zakończeniem zawodów przegrywaliśmy 74-79. Wiślaków było jednak stać na kolejny zryw. Dwa punkty zdobył Radwan, dwa Wojciech Stanisz (78-79) i choć Peciak popisał się kolejną "trójką" (trafił tak dziś aż pięciokrotnie) i przegrywaliśmy 78-82, to nasi ambitni koszykarze nie poddali się. Indywidualna akcja Radwana dała wynik 80-82, a po chwili pod kosz wszedł Dwernicki i faulowany bezbłędnie wykorzystał swoje próby (82-82). Do końca dogrywki pozostały 34 sekundy i choć nie udało się wiślakom upilnować Salamona (82-84), to w kolejnej akcji trójkę rzucił Szymon Czepiec i 11 sekund przed końcem było 85-84!
Piłkę mieli jednak goście, tyle że sędziowie odgwizdali kroki powstrzymywanemu przez wiślaków Peciakowi. To wywołało ogromne zamieszanie na parkiecie. Pojawił się na nim cały limanowski zespół, łącznie z trenerem, ale sędziowie zdania nie zmienili. Po wznowieniu sfaulowany został jeszcze Radwan, który trafił jeszcze jeden osobisty, a że do końca meczu została sekunda, więc gościom pozostał już tylko rzut przez całe boisko. Ten był bardzo niecelny i wygrana Wisły nad Limblachem stała się faktem. Wygrana w pełni zasłużona i odniesiona dzięki ogromnej woli walki. W końcu nasi koszykarze przegrywali w III kwarcie różnicą aż dziewiętnastu punktów, a mimo to zwyciężyli! Wielkie brawa i oby tak dalej!
Wisła AWF Kraków - MKS Limblach Limanowa 86-84
(15-16, 13-20, 23-21, 22-16, 13-11)
Najwięcej punktów dla Wisły: Dwernicki 20, Depta 18, Pająk 17 i Radwan 10.
Źródło: Wisła Portal
Ostatnie aktualności
- Siatkarki w pierwszej lidze!
- Turniej mistrzów: porażka w drugim meczu
- Wygrana dzieli wiślaczki od awansu
- Srebro futsalowców
- Bokserzy walczyli w Jaworznie i Dębicy
- Mistrzowska oferta Kärcher K 5.2012
- Pięćdziesiąty rekord Stanisława Krokoszyńskiego
- Pomagamy Dawidkowi!
- Wiślaczki trzynaste w mistrzostwach Europy
- Druga porażka, ale nie poddajemy się
- Finałowy falstart futsalowców
- Futsalowcy zagrają o złoto!
Mecze i wyniki
- Siatkówka kobiet
- Futsal
- Koszykówka kobiet




