W Panteonie Białej Gwiazdy: Edward Madejski

Źródło: TS Wisła
Data publikacji: 25 maja 2016

Długo szukał swojej drogi, chociaż, kiedy ją znalazł to sam nie zdawał sobie sprawy, że stoi dopiero na początku bardzo długiej i ciężkiej wyprawy. „Jego życie mogłoby stanowić fabułę porywającej powieści – choć niestety bez happy end’u. Wszechstronnie utalentowany sportowiec, naukowiec, indywidualista, patriota dotkliwie skrzywdzony przez zawirowania polskiej historii powojennej, ‚ciągle na bakier z życzliwością losu...”- tak napisano o nim po latach. Przypomnijmy sobie dzisiaj Edwarda Madejskiego- wybitnego bramkarza Białej Gwiazdy.

Urodził się 11 sierpnia 1914 roku w Krakowie. Na grę w piłkę zdecydował się późno, bo w wieku siedemnastu lat w zespole Juvenii. Tam grał na kilku pozycjach, ale ostatecznie został bramkarzem i już jako golkiper trafił do Wisły.
Debiutował 2 lipca 1933 roku w meczu Wisły z Podgórzem Kraków. Spotkanie ligowe zakończyło się zwycięstwem Wisły aż 10-1. Cztery gole zdobył w tamtym spotkaniu Artur Woźniak, który już wtedy wyrastał na następcę Henryka Reymana.

Madejski był zawodnikiem, który mimo niewielkiego wzrostu (mierzył zaledwie 177 centymetrów) świetnie radził sobie na pozycji bramkarza. Braki fizyczne nadrabiał wysokim refleksem, dobrą techniką, czy szybkością na linii. W Wiśle występował przez cztery lata, w tym czasie zagrał w 62 spotkaniach ligowych, a jako zawodnik Białej Gwiazdy pojechał na Igrzyska Olimpijskie do Berlina w 1936 roku. Dwa lata później wystąpił w meczu z Brazylią na francuskim mundialu, ale wtedy nie był już zawodnikiem Wisły…

Edward Madejski był razem z Antonim Łyko bohaterem towarzyskiego meczu z Chelsea Londyn, który Wisła wygrała na 30-lecie 1-0. Madejski bronił kapitalnie, a Łyko strzelił gola. Pewnej październikowej nocy 1936 roku Łyko wystrzelił po raz kolejny. Tym razem nie na boisku i nie na boisku bronił go Madejski. Lewoskrzydłowy Wisły poszedł na trwającą do czwartej rano imprezę, która odbyła się dzień przed meczem z Dębem Katowice. Władze klubu go zawiesiły, a za kolegą postawili się Alojzy Sitko i właśnie Madejski. Klub odsunął obydwu Panów od zespołu, a po czasie przebaczono Łyce, ale nie Madejskiemu. Ten nie miał zamiaru błagać o przebaczenie klubowych włodarzy i ostatni raz w koszulce Wisły wystąpił 14 listopada 1937 roku w zwycięskim (5-2) dla Białej Gwiazdy meczu z AKS Chorzów. „Czuł się wiślakiem bez reszty, choć klub chyba nigdy nie docenił jego pasji. Wśród wielu bramkarzy „Białej Gwiazdy”, także reprezentantów – nie było lepszego! Byli tylko bardziej lubiani, spolegliwi, trwający przez lata przy Wiśle”-tak napisał o nim w Encyklopedii Piłkarskiej Fuji Andrzej Gowarzewski.

Na francuskich mistrzostwach w 1938 roku wystąpił jako zawodnik niezrzeszony. Polacy zagrali zaledwie jedno spotkanie, a ich przeciwnikiem była Brazylia. Leonidas i spółka stracili pięć goli, ale sami strzelili sześć i wyeliminowali Polaków. Mimo porażki nasz zespół mógł wracać do Polski z podniesioną głową.

Głowy tej Madejski nie schylił także w latach późniejszych. W czasie wojny był aktywnym członkiem konspiracji, w ramach AKS-u (Amatorski Klub Sportowy, a w rzeczywistości Armia Krajowa Sport) organizował rozgrywki piłkarskie, pod płaszczykiem których prowadzono działalność podziemną. Wpadł w ręce gestapo w 1943, został poddany brutalnemu śledztwu i wylądował w celi śmierci. Udało mu się jednak zbiec, kiedy przewożono go do więzienia Montelupich w Krakowie. Ukrywał się potem koło Limanowej, bywał też w Krakowie, gdzie w barwach Wisły grał w konspiracyjnych rozgrywkach.

Niestety dla niego i wielu mu podobnych nowa władza miała już gotowy scenariusz. Madejskiemu udawało się normalnie żyć do 1956 roku. Wtedy UB aresztowało go pod zarzutem szpiegostwa. Przez trzy następne lata stracił wszystko. Zdrowie, rodzinę, bliskich. Pobyt w obozie pracy wykończył go fizycznie, a kiedy odwróciła się od niego rodzina załamał się. Mimo tego nigdy nie zgiął karku, nie przyznał się do bzdurnych zarzutów, które stawiali mu bezpieczniacy i koniec końców wyszedł w 1959 roku, kiedy ekipa Gomułki rządząca krajem od blisko trzech lat naprawiała amnestiami „okres błędów i wypaczeń.” Zmarł samotnie w Bytomiu 15 lutego 1996 roku.

„Jestem dumny, że byłem reprezentantem Polski. Na piłkarskich stadionach ze wszystkich sił starałem się godnie walczyć o jej sławę. Nie szczędziłem wysiłku, aby trwać w boju o jej wolność podczas wojny i okupacji. Nie czułem bólu, gdy po „wyzwoleniu” więziono mnie za to, że pragnąłem być patriotą. Zapominam o goryczy, że ponad pół wieku fałszowano historię, a to przecież jest i moje życie” – Edward Madejski, fragment przedmowy do Encyklopedii piłkarskiej Fuji – „Biało-Czerwoni”.